Wigilijne przesądy kontra rzeczywistość

  1. 30.11.2016
  2. Redakcja Kobieta WP

Łuska karpia włożona do portfela ma według tradycji zapewnić nam przypływ gotówki w nadchodzącym roku. O ile, zdaje się, liczba miłośników tej ryby spada - zarówno ze względów etycznych dotyczących sposobów sprzedaży, jak i ekspansji łososia - to zwyczaj wciąż ma swoich zwolenników. Tym sposobem, co jakiś czas w kolejce do sklepowej kasy można natknąć się na płacących drobniakami, którzy przepraszają, bo „łuska mi się do piątaka przykleiła”.

Zwyczaj nakazuje, by podczas wigilijnej wieczerzy skosztować każdej z dwunastu potraw. Takie działanie zapewnić ma nam wszelki dobrobyt. Do postępowania zgodnie z tym przesądem niektórych nie trzeba szczególnie zachęcać, a wręcz przeciwnie. Bywa, że w swej gorliwości zapominają o tym, iż reszta domowników także chciałaby, może już nie w ramach dobrobytu, ale zwyczajnie dla zaspokojenia apetytu zjeść to i owo.

Dla innych z kolei, dbających o sylwetkę i żyjących według wszelkich zasad „be fit”, to propozycja nie do zaakceptowania. Tym bardziej, że tradycyjna wigilijna strawa obfituje w kalorie. By żyło nam się jeszcze dostatniej, zgodnie z zabobonem, wigilijny poranek rozpoczynamy kąpielą w chłodnej wodzie i pieniądzem wrzuconym do wanny. Prawdopodobnie moneta umieszczona w brodziku nadal zachowuje swoje moce sprawcze, po prostu wieki temu nie uwzględniono obecności pryszniców w naszych domostwach. Przy tym przesądzie radzimy zachować czujność i ostrożność. Kilkugroszówka w odpływie może zamiast wzbogacenia przyczynić się do uszczuplenia naszego majątku. Zapewniamy, że ściągnięcie hydraulika w Wigilię nie należy do najprostszych zadań.

Istnieje porzekadło, wedle którego: jaka Wigilia, taka reszta roku. Należy więc unikać wszelkich kłótni, sporów, obrażania, ale także reperowania i szycia. Jeśli przywiązanie do przesądów przyczynić ma się do tego, że przy stole nie dojdzie do ostrej wymiany zdań na temat imigrantów czy jednego z nowych ministrów, to warto pozostać wiernym tradycji. Odpuszczenie napraw robionych na ostatnią chwilę to także dobry pomysł. Dajmy spokój tym opadającym drzwiczkom i karniszowi, który od pół roku stoi w kącie pokoju. Nie róbcie tego w Wigilię. Karnisze poczekają, goście zrozumieją. Każdy ma przecież jakieś swoje „opadające drzwiczki”.

Jednymi z ciekawszych przesądów, które mają mocne zderzenie z rzeczywistością są te dotyczące przybycia i obecności gości. Już samo powitanie może wpędzić nas w kłopoty, bo przecież próg domu przekroczyć winien mężczyzna zwiastujący szczęście. Kobieta ściągnie na nas pecha. Dość kłopotliwa sprawa, biorąc pod uwagę szarmanckich dżentelmenów otwierających paniom drzwi. I nic tu nie pomoże równouprawnienie, bo drzwiowa zasada ma się całkiem nieźle. Jakoś niezręcznie szepnąć teściowej: „Niech się mamusia nie ładuje, tatko przodem”. Dodatkowy dylemat stanowić może kolejny przesąd, zgodnie z którym liczba gości powinna być parzysta. Jak delikatnie wytłumaczyć kuzynce i jej mężowi, żeby nie zabierali ze sobą swojego sześcioletniego, rozpieszczonego „niuniusia”? Zdaje się, że o parzystej liczbie gości zadecydować może jedynie przypadek i niech tak pozostanie. Nie róbmy selekcji na wejściu.

Wspaniałą wróżbę/przesąd przewidziano dla każdej kobiety w stylu Bridget Jones. Jeśli panna (obecnie raczej nazywana kobietą niezamężną) marzy o partnerze, powinna nabrać na łyżkę kutię i wyrzucić zawartość wysoko w górę. Jeśli ziarna przylgną do sufitu to znak, że prędko wyjdzie za mąż. To także niewątpliwy znak, że pszenica świetnie się dogotowała i nie jest zbyt twarda. Dodatkowo, poza szykującym się ślubem, prognozowane jest odmalowywanie sufitu. Czy tego typu wróżby nas interesują, każdy powinien zadecydować sam, bo kto bogatemu zabroni rzucać makiem po sufitach.

Podobnie należy podejść do wszystkich przesądów. Istnieją w naszej kulturze i tradycji, są otoczką, o której pamiętamy bo chcemy i która sprawia, że polskie Święta są bardzo wyjątkowe.

Udostępnij Tweetnij Wykop