Dlaczego warto spędzić święta w klasztorze?

  1. 22.12.2016

Co roku to samo. Listy zakupów, stanie w kolejkach, przeciskanie się w tłumie między półkami w hipermarketach. Potem gotowanie, pieczenie, smażenie, mrożenie i rozmrażanie, wściekłość, kiedy uszka nie chcą się skleić, a sernik opada. Do tego mycie okien, choć na dworze mróz, sprzątanie, odkurzanie, prasowanie obrusa na ostatnią chwilę. Zmęczeni siadamy do stołu i… już można zacząć świętować. A gdyby tak spędzić święta zupełnie inaczej?

Coraz popularniejszą formą spędzania Bożego Narodzenia są wyjazdy do klasztorów. Wiele z nich otwiera swoje drzwi dla gości, oferując nie tylko odpoczynek od świątecznych przygotowań, ale także możliwość pełnego przeżycia tego czasu. Od czterech lat święta takie organizowane są m.in. w Domu Pielgrzyma „Domus Mater” w Krakowie.

– Goście przyjeżdżają do nas na Boże Narodzenie i na Wielkanoc. Co roku jest to 50-60 osób. Oczywiście dzwoni, dopytuje znacznie więcej chętnych, jednak my staramy się zachować taką raczej kameralną, wspólnotową atmosferę – opowiada ksiądz Włodzimierz Płatek, dyrektor „Domus Mater”.

Jak zrodził się pomysł organizacji takich wspólnych świąt dla osób, które często zupełnie się nie znają? Jak opowiada duchowny, miał wśród znajomych i parafian oraz wiernych poznawanych podczas nabożeństw, rekolekcji czy misji osoby samotne, małżeństwa bezdzietne lub rodziny, w których dorosłe już dzieci wyfrunęły z gniazda i zamieszkały gdzieś daleko. Osoby takie często zwierzały mu się, że święta są dla nich trudnym czasem, że czują się samotne. Pewnego roku ksiądz Płatek zaprosił ich więc do Krakowa, żeby spędzili ten czas razem. Tak to się wszystko zaczęło. – Staramy się, by cena naszych spotkań zawsze była do przełknięcia nawet dla osoby żyjącej dość skromnie – dodaje ksiądz dyrektor.

Źródło: archiwum „Domus Mater”

A jak wyglądają takie święta?
– Nie ustalamy sztywnego planu, wolimy, żeby ten czas był swobodny, spontaniczny. Oczywiście spotykamy się w określonych godzinach na posiłki, jednak pozostały czas chcemy, żeby każdy spędzał tak, jak tego potrzebuje. Wiele osób wykorzystuje go na indywidualne spotkania właśnie z duchownym. Rozmawiamy o wszystkim – zazwyczaj wychodzimy od tematu pogody, a dochodzimy do bardzo poważnych przeżyć, doświadczeń, dramatów. Wiadomo, że każdy koncert życia jest inny. Jednak jest to taki fajny czas oderwania się od codzienności i to ludzi bardzo otwiera na mówienie o problemach, ale i radościach – zauważa duchowny. – Właśnie dlatego nie chcemy, żeby cokolwiek było wymuszane, że oto wybiła 15.00 i zbieramy się w celu wymiany doświadczeń. Absolutnie nie! Chcemy posiedzieć dłużej przy stole? No to siedzimy i kolędujemy. Ktoś woli się położyć albo pójść na miasto – ma do tego pełne prawo. Każdy ma się tu czuć dobrze. Właśnie tak wyglądały święta w moim rodzinnym domu i myślę, że to się sprawdza – dodaje.

– Chodzi o to, żebyśmy czasem mieli możliwość inaczej spędzić te święta. Nie w kuchni, urobieni po łokcie, nie stojąc w kolejce po zakupy i prezenty, nie szalejąc z porządkami w domu, tylko na spokojnie. Znajdując chwilę dla siebie: na odpoczynek, refleksję, modlitwę, przemyślenia, może też zwiedzenie miasta. Żeby raz móc po prostu świętować – zauważa ks. Włodzimierz.

Święta spędzić można także m.in. w XII-wiecznym klasztorze w Hebdowie, którego właścicielem jest Polska Prowincja Zakonu Pijarów.

– Święta organizujemy od 2011 roku, czyli od samego początku, kiedy otworzyliśmy Hotel Św. Norberta w klasztorze w Hebdowie. Jeszcze niedawno świątynia ta znajdowała się w ruinie, jednak dzięki dofinansowaniu unijnemu udało się klasztor wyremontować i przygotować specjalną przestrzeń właśnie na potrzeby gości – tłumaczy Izabela Pacławska, dyrektor Hotelu Św. Norberta. – Nasza świąteczna propozycja spotyka się z bardzo dużym i ciepłym odzewem ze strony zainteresowanych: mamy 27 pokoi, ale miejsca praktycznie kończą się na długo przed Bożym Narodzeniem. A skąd w ogóle taki pomysł? Jesteśmy tak specyficznym obiektem, hotelem w klasztorze, że jakby zrodził się całkowicie naturalnie. I widać, że ludzie na to czekali – dodaje dyrektor.

Co roku do wspólnego stołu zasiada tu 40-50 osób. Jest wspólne ubieranie choinki, śpiewanie kolęd, a że klasztor bezpośrednio sąsiaduje z kościołem parafialnym, więc na pasterkę goście mają dosłownie kilka kroków. – Jeśli wśród naszych gości są dzieciaki, przygotowujemy dla nich warsztaty plastyczne, mogą nauczyć się robić ozdoby choinkowe. Organizowane są ciekawe prelekcje i wykłady, np. na temat Bożego Narodzenia w sztuce. Jeśli goście mają ochotę, jedziemy oglądać do Krakowa słynne szopki. Ale nic nie narzucamy, można też po prostu odpocząć – opowiada Izabela Pacławska.

Gośćmi pod względem duchowym opiekuje się mieszkający na stałe w klasztorze ojciec dyrektor Eugeniusz Grzywacz. – Gros z przybywających do naszego klasztoru osób potrzebuje pewnej odnowy duchowej, religijnej, i na pewno ją tu odnajdą. To nie jest obiekt czysto komercyjny, nastawiony jedynie na zysk. Chcemy, by odwiedzający nas mogli w pełni przeżyć ten czas i ubogacić się wewnętrznie – zauważa dyrektor. – Goście zazwyczaj przyjeżdżają na kilka dni, przynajmniej do drugiego dnia świąt, niektórzy zostają nawet do sylwestra. To pozwala zresetować się wszystkim zmęczonym – dodaje.

Wielu z tych, którzy raz spróbują świąt w klasztorze, przyjeżdża już regularnie. – Często słyszę od naszych gości, że takich świąt jeszcze nie przeżyli – zauważa ks. Włodzimierz.

Udostępnij Tweetnij Wykop