Święta na emigracji – jak Polacy za granicą spędzają Boże Narodzenie

  1. 12.12.2016
  2. W

Choć czasami od domów dzielą ich tysiące kilometrów, Polacy na emigracji starają się dbać o tradycję i nie wyobrażają sobie Świąt Bożego Narodzenia bez choinki, karpia, piernika i kolęd.

– Spędzanie Świąt Bożego Narodzenia za granicą, z dala od rodziny jest dla większości polskich emigrantów trudnym doświadczeniem. Nabierają one często nowego znaczenia – oprócz Wigilii, choinki i prezentów to często przede wszystkim czas wspomnień i tęsknoty, podsumowań, rozliczeń i żywionych nadziei, że to już ostatnie święta spędzone osobno, z dala od rodziny – komentuje Dorota Wysokińska, psycholog kliniczno-społeczny, która m.in. udziela konsultacji na portalu psychorada.pl.

Marta wyjechała z Polski do Wielkiej Brytanii po studiach – skończyła zresztą anglistykę. W Londynie została na 18 lat. Ma tam rodzinę – męża i synka. Stara się dbać o zachowanie polskich tradycji.

– Ostatnie dwa lata spędziliśmy z polskimi znajomymi i podzieliłyśmy się z koleżanką przygotowywaniem potraw. Były to prawdziwie polskie święta z barszczykiem, pierogami, kapustą z grochem, śledzikiem pod pierzynką, sałatką warzywną i oczywiściekoniecznie makowcem i sernikiem na deser – mówi nam.

Wcześniej przez kilka lat z rzędu jeździła z rodziną do innych znajomych (ona Polka, on Anglik). – Tam były tradycyjnie angielskie święta z pięciokilogramowym indykiem z żurawiną, warzywami i sosem gravy. Na deser christmas pudding z lodami lub polany budyniem. A rano – na kacu – tradycyjne angielskie śniadanie. Jeśli spędzaliśmy święta sami z mężem, Gio przygotowywał nam roast dinner, ale nie z indykiem (nie przepadamy), lecz z jagnięciną. Ja zrobiłam sałatkę warzywną i sernik. W tym roku też będziemy sami i nawet się cieszę, bo nie spędzę tych świąt przy garach – opowiada Marta.

Hanna urodziła się już w Niemczech. Jej rodzice – lekarze wyemigrowali tam w latach 80. – Mama dbała o to, żeby każde święta były typowo polskie, żeby nie zabrakło dwunastu potraw, miejsca dla wędrowca, polskich kolęd, które śpiewaliśmy razem – opowiada Hanna. – Jedyną tradycją, którą zapożyczyliśmy, był kalendarz adwentowy, jako dziecko bardzo się tym ekscytowałam. Rodzice chowali w nim czekoladki i inne słodycze – mówi. Dodajmy, że jest to specjalny kalendarz służący do odliczania dni od pierwszego dnia adwentu do Wigilii Bożego Narodzenia. Pomysł pochodzi z XIX wieku, od niemieckich luteranów. Dziś rodzina Hani jest rozsiana po całym świecie. Ona, chcąc kontynuować tradycje rodzinne, wróciła na studia medyczne do Polski, mama mieszka i pracuje w Austrii, a tata w Azji. Hania spędzi tegoroczne święta z babcią. – Będzie tradycyjnie aż do bólu – śmieje się.

Z kolei Anna, która od 18 lat mieszka w Wielkiej Brytanii, wyszła za mąż za Anglika i przejęła tamtejsze tradycje. Z reguły spędza święta w wersji angielskiej, chyba że jest w Polsce. – Pierwszy i drugi dzień z reguły spędzamy u rodziny męża. Prezenty wręczamy sobie w pierwszy dzień świąt rano, a nie tak jak u nas w Wigilię – przyznaje Ania. – W tym roku pierwszy raz przygotowuję Wigilię typowo po polsku – będzie barszcz i karp. Bardzo za tym tęskniłam przez te wszystkie lata – dodaje.

Trudniej poczuć nastrój świąt, gdy jest się na innym kontynencie i zimą można surfować w morzu i opalać się na plaży. Niektórzy Polacy, którzy osiedli w Australii, jeżdżą wtedy na biwaki. Inni próbują przywołać rodzime tradycje, jak internatua Kinki, który tak opisuje niezapomniane Boże Narodzenie wśród 26 Polaków.

– Wigilia była niesamowita, bo postanowiliśmy zorganizować ją wspólnie i zostali zaproszeni na nią wszyscy, którzy mieli ochotę. Były to przede wszystkim osoby, które całkiem niedawno przyjechały do Australii i nie mają tu rodziny. Każdy miał do przygotowania jedną potrawę na wspólny stół. Załatwiliśmy salkę przy polskim kościele, a stół udekorowaliśmy ozdobami świątecznymi. Rozpoczęliśmy czytaniem z Pisma Św. i podzieliliśmy się opłatkiem. Potem zaczęła się wieczerza. Jedzenia było tyle, że nikt nie był w stanie wszystkiego skosztować, ale każdy znalazł coś dla siebie. Były tradycyjne potrawy i takie mniej świąteczne. Pośpiewaliśmy kolędy przy gitarze, a celebrację zakończyliśmy wspólną pasterką o północy. Natomiast pozostałe dni świąt spędziliśmy na plaży, spacerach i grillowaniu w parku. Leżenie do góry brzuchem i relaks – opowiada.

– Z dala od domu, z wyskakującymi zewsząd świątecznymi promocjami trwającymi już od początku listopada – łatwo w tym wszystkim zapomnieć o istocie tych świąt. Często przekonać się o tym można dopiero wtedy, gdy bliskie osoby zamiast po drugiej stronie stołu zobaczymy na ekranie monitora – mówi Dorota Wysokińska, psycholog kliniczno-społeczny.

Udostępnij Tweetnij Wykop